wtorek, 3 grudnia 2013

Rozdział 7 ♥

                                                                ~ MUZYKA ~
-Alan!Kurwa no.Co ci odbija?!.-byłam na niego wściekła.Nie wiadomo dlaczego zaczął mieć do mnie jakieś pretensje.Jakoś wcześniej ich nie miał.Jest moim przyjacielem,ale czasami mnie tak denerwuje,że mam ochotę go rozszarpać.
-Mi co odbija ?! To ty zaczęłaś się zadawać z tymi debilami i nie masz nawet dla nas czasu.Stałaś się jakaś inna.Wcześniej balowałaś,nie liczyłaś się ze zdaniem innych,a teraz...Teraz jesteś nie do zniesienia.Miła,pomocna,nie szalejesz,nawet jednego drinka nie chcesz wypić-darł się na mnie,a ja powoli uświadamiałam sobie,że ma rację.Spuściłam głowę i oparłam się i drzewo.Próbowałam być silna,nie płakać.W pewnym stopniu mi się to udało.Chciałam coś powiedzieć,ale Al nie dał mi dojść do głosu.-Rozejrzyj się...-rozkazał,a ja zrobiłam to co kazał.-Sara i  Vanessa nawet z tobą nie rozmawiają o swoich problemach.Już ci nie ufają...Zmieniłaś się Emily.-pokręcił głową.
-Czego ty ode mnie oczekujesz?!-zirytował mnie.Nie dość,że miałam ostatnio ciężkie dni to on mnie jeszcze bardziej dołuje.Musiałam jakoś odreagować.Kochałam go jak brata i nie chciałam się z nim kłócić.
-Że odzyskam przyjaciółkę!
-Będziesz musiał mnie polubić taką jaką jestem,bo jak na razie nie mam zamiaru się zmieniać.-nie wytrzymałam i wybuchnęłam płaczem.Schowałam twarz w dłonie,aby nikt nie zobaczył jaka jestem słaba.Zaczęłam się osuwać po pniu drzewa,ale  w połowie poczułam czyjeś ręce na moich biodrach.Odsłoniłam całe mokre oczy i zobaczyłam na sobą Blac'ka. Przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.Tego było mi trzeba.
-Przepraszam.-szepnął,tym samym muskając płatek mojego ucha.-Nie chciałem.Poniosło mnie.-pokiwałam głową ze zrozumieniem i położyłam głowę na jego klatkę piersiową.Powoli opadliśmy na ziemię i w tuleni w siebie oglądaliśmy co działo się wokół nas.Cały czas myślałam o moim dotychczasowym życiu.Może nie jest zbyt kolorowe,ale nie jest chyba aż tak źle.Po za tym,że muszę znaleźć pracę jest Ok.Mam zajebistego chłopaka,kochanego przyjaciela no i najukochańsze przyjaciółki.Niektórym może wydawać się,że to jest nic,ale dla mnie to bardzo dużo.
-Emily-podniosłam na niego swój wzrok.-Kocham cię,jesteś moją najlepszą przyjaciółką i nie chcę cię stracić.-podniosłam się delikatnie i pocałowałam go w policzek.
-Ja też cię kocham i z dumą mogę stwierdzić,że mnie nie stracisz.Zawsze będę twoją młodszą siostrzyczką.

                    ~*~
Weszłam do domu i już chciałam wejść na górę,gdy poczułam,że ktoś szarpie mnie za rękę.Odwróciłam się i ledwie utrzymałam się na nogach.Przede mną stał mój ojciec.Nie wiedziałam co mam zrobić.Stałam jak wryta i trzęsłam się ze złości.Jak on mógł mi się na oczy pokazać.Po tylu latach przyjeżdża z tego pieprzonego Nowego Jorku i uśmiecha się do mnie jak gdyby nigdy nic.A zaraz za nim stanął mój braciszek.Teraz nagle zaczęli się interesować,że mają jeszcze kogoś w rodzinie.Zacisnęłam pięści i przymrużyłam brwi.Byłam  tak cholernie zła.Ledwo nad sobą panowałam.Wszystkie wspomnienia wróciły.Te kłótnie i nie przespane noce.
-Kochanie...-chciał do mnie podejść,ale ja gwałtownie się odsunęłam.
-Nie mów tak do mnie.
-Emily.
-Zamknij się kurwa...Jak śmiałeś się tu pokazywać?!-wydarłam się najgłośniej jak umiałam.Kątem oka zobaczyłam,że moja mama patrzy na to wszystko zza ściany,a z jej oczu leją się hektolitry łez.Co tu się dzieje?
-Posłuchaj...Chcę,żebyś przeprowadziła się do mnie.-chyba się przesłyszałam.Mój ojciec,którego nie widziałam jakieś cztery lata chce,żebym z nim zamieszkała.Chyba go do reszty pojebało.
-Ha,ha,ha...Idź się leczyć.-zaśmiałam się szyderczo i ruszyłam w stronę pokoju.Byłam zszokowana i wściekła.Nie miałam zamiaru przebywać z tym facetem pod jednym dachem.Trzęsąca się ręką wyjęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłam do Harolda.Odebrał po drugim sygnale.
-Przyjedź po mnie.-wymruczałam do słuchawki.
-Dobrze,ale co się stało ?-był przestraszony.W sumie nie dziwię mu się.Mój głos brzmiał tak jakbym miała zaraz popełnić samobójstwo.
-Po prostu przyjedź.-skitowałam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę.Chwyciłam walizkę i poszłam do łazienki.Spakowałam swoją kosmetyczkę i piżamę.Bezsilna oparłam się o toaletkę.Co on sobie w ogóle wyobrażał,że przyjedzie tu i będzie jak gdyby nigdy nic.Jeśli tak,to się grubo mylił.Nie jestem osobą,która zapomina i wybacza.Tak bardzo go nienawidzę.Czułam jak moje mięśnie się napinają.Musiałam się na czymś wyżyć.Wzięłam wielki zamach i z wielką siłą uderzyłam w lustro.

Z mojej pięści sączyła się krew,ale jakoś nie bardzo mnie to obchodziło.-KURWA-krzyknęłam na cały dom.Szkoło leżało wszędzie.Podziałało.Uspokoiłam się i poszłam z powrotem do pokoju.Wyjęłam ubrania z szafy i wrzuciłam je do torby.Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Em...Proszę cię porozmawiajmy.-mruczała moja rodzicielka.
-O czym ? A no tak,zapomniałam przecież chcesz mnie wysłać do tych snobów,ale nie przejmuj się nigdzie się nie wybieram.-powiedziałam sarkastycznie.
-To nie tak...
-A jak ?-wkurzyłam się.Byłam już gotowa.Otworzyłam drzwi i stanęłam na przeciwko Elizy.-Tylko nie wpieraj mi,że tego nie chcesz i że bardzo mnie kochasz.-wyminęłam ją i zeszłam na dół.
-A ty gdzie się wybierasz.?-usłyszałam głos Paula,bo tak miał na imię mój ojciec.
-Gówno cię to obchodzi.-ostatni raz spojrzałam na całą trójkę,bo zaraz obok nich rodzicieli stanął Justin.Braciszek,który dopiero dziś przypomniał sobie,że ma siostrę.Wyszłam przed dom i czekałam na Hazze.Po jakiś pięciu minutach przyjechał.Wyskoczył z pojazdu i podbiegł do mnie.Widziałam,że jest bardzo zmartwiony.Przybrałam sztuczny uśmiech i wbiłam się w jego usta.Chyba go zaskoczyłam,bo przez moment nawet nie drgnął.
-Co się stało ?-zapytał,gdy chował moją walizkę do bagażnika.Nie chciało mi się nic mówić.Udałam,że nie usłyszałam pytania i wsiadłam do auta.

                                              ~*~
     Weszliśmy do salonu.Na kanapie siedział Niall z Lou,a obok na fotelach Liam i Zayn.Na mój widok zrobili wielkie oczy i otworzyli szeroko usta.Zachciało mi się śmiać.Wyglądali komicznie.Będąc w ich domu chciałam o wszystkim zapomnieć i trochę się wyluzować. Styles wniósł mój bagaż do swojego pokoju i wrócił siadając na mięciutkim,niebieskim dywanie.Poklepał miejsce obok siebie.Podeszłam do niego niepewnie i opadając na płótno,wtuliłam się w jego tors.Ten pocałował mnie w czoło i bawił się kosmykami moich włosów.
-To co może,obejrzymy jakiś film?-zaproponował Tomlinson.Wszyscy byli za.Z nimi czułam się tak dobrze i bezpiecznie.Byli moją prawdziwą rodziną.
-A co macie ?-wstałam z miejsca i podeszłam do półki z płytami.Przeglądałam wszystkie po kolei,ale nie było nic ciekawego.Miałam już się poddać,ale w ostatnim momencie dostrzegłam płytę 'Trzy metry nad niebem'.Nigdy nie oglądałam tego filmu,ale słyszałam,że jest bardzo wzruszający i ciekawy.Malik włączył wszystko co trzeba.Wróciłam na swoje miejsce i oparłam się o ramię loczka.Payn przyniósł popcorn i paluszki.Wszyscy oglądali z takim zachwytem,że aż zdziwiło mnie to,że chłopcy są tacy romantyczni.Oczywiście na końcu Louis się popłakał,a ja nabijałam się z niego.Harry co jakiś czas obdarowywał mnie krótkimi pocałunkami.Było na prawdę bardzo fajnie.Spojrzałam na zegarek.Była druga w nocy.Nie byłam zmęczona,ale chciałam się położyć.
-Idziemy na górę?-szepnęłam do loczka.Ten pokiwał twierdząco głową i ciągnąc mnie za rękę,wchodził po schodach.Weszliśmy do jego pokoju,a ja poczułam się jak w domu.Te miłe wnętrze,zapach i ciepło.Mogłabym teraz tak tu stać i przyglądać się w jeden punkt w tym pomieszczeniu,a mianowicie na łóżko.Wyglądało tak kusząco.Duże z niebieską kołdrą i dopasowaną poduszką.
-Słuchasz mnie?-wyrwano mnie z transu.Spojrzałam w bok.-Pytałem,czy czasami nie jesteś zmęczona.
-O dziwo nie.-uśmiechnęłam się do niego i powoli podeszłam do okna.
-Opowiesz mi co się stało ?-usadowił się na parapecie i chwycił moje dłonie.Posadził mnie na swoich kolanach i nucił mi jakąś melodię do ucha.
-Bo..-zacięłam się na chwilę,żeby wziąć głęboki oddech.-Mój ojciec,którego nie widziałam przez bardzo długi czas,nagle przypomniał sobie,że ma córkę.Przyjechał do nas i oświadczył,że mam się do niego przeprowadzić.Wkurwił mnie.Myśli,że jak teraz zjawił się w moim życiu to wszystko będzie Ok...Nie.On dla mnie już nie istnieje.-najwyraźniej chłopak mnie rozumiał.
-Ale przecież on już o tobie nie decyduje.-pokiwałam głową.
-W tym rzecz.Wiesz,może i jestem już pełnoletnia,ale nie mam gdzie mieszkać.Matka najwyraźniej mnie nie chce.czyli zostało mi tylko się wyprowadzić.-spuściłam głowę i przygryzłam wargę.Sama nie wierzyłam,że to powiedziałam.
-O nie...Masz gdzie mieszkać.Jesteś moją dziewczyną.Jutro pojedziemy po resztę twoich rzeczy.-nie mogłam się na to zgodzić.Przecież oni mają swoje życie,ja bym im tylko przeszkadzała.
-Mowy nie ma.-protestowałam.
-Koniec tematu.Teraz należysz do mnie i muszę o ciebie dbać.-położył dłoń na moim policzku i namiętnie wbił się w moje usta.Pogłębialiśmy nasz pocałunek.Rozchyliłam wargi,a nasze języki walczyły o dominacje.Podobało mi się.Powoli wstaliśmy i przenieśliśmy się na łóżko.Harry był nade mną.Zanim się zorientowałam byłam już bez koszulki.Oderwałam się od chłopaka i zamknęłam na sekundę oczy.
-Coś nie tak ?-słyszałam zdziwienie w jego głosie.
-Jeszcze nie teraz.Nie jestem gotowa.-podniosłam się na łokciach.
-Rozumiem.-pocałował mnie w policzek i położył się obok.
-Przepraszam.-wyszeptałam.
-Nie masz za co.-uśmiechnął się do mnie i przygryzł dolną wargę.

________________________________________________________
I jak rozdział..? Mam nadzieję,że jest taki zły.<3 kocham was..Komentujcie.<3

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział 6 ♥

Przekręciłam się na drugi bok i poczułam,że moja ręka spoczęła na czyimś udzie.Otworzyłam oczy i jak opatrzona,zerwałam się z łóżka.Całkiem zapomniałam,że dziś spałam u Harolda i to jeszcze w jednym łóżku.Może i jesteśmy parą,ale co mi do głowy strzeliło,żeby od razu z nim spać.Boże,a jak my...-Nie,nie!-dlaczego ja nic nie pamiętam?!Przecież nawet nie piłam,ani nie ćpałam.Powoli i na palcach,zeszłam na dół i skierowałam się do kuchni.Musiałam jakoś się uspokoić.W głowie miałam najgorsze z najgorszych,wyobrażeń.Na krześle wysiała jakaś bluza.Chwyciłam ją,prawie przewracając drewniany przyrząd do siedzenia i nałożyłam ją na siebie.W koszyczku było sporo owoców.Pomyślałam,że jak wezmę sobie jedno jabłko nic się nie stanie.Ugryzłam kawałek,a wchodzący właśnie Niall,aż odskoczył.Widziałam jak spogląda na mój posiłek.
-Co się gapisz ?-zerknął na mnie tymi swoimi,błękitnymi oczami i zrobił minę jak wściekłe dziecko,które przed chwilą zostało pozbawione najsłodszego lizaka.Czekałam na odpowiedź z jego strony,ale widocznie musiał się zastanawiać,co chce mi powiedzieć.
-Zjadasz moje jabłuszko.-myślałam,że się przesłyszałam.Czy,on na prawdę jest taki głupi,na jakiego wygląda.Ma cały stos owoców,ale nie on musiał sobie upatrzyć,właśnie te co ja jem.


-I co...?
-Już nic! Ugryzłaś.-odwrócił się i poszedł,przed siebie.Widziałam,że mija kogoś i robi jakieś dziwne gesty dłońmi.Teraz na przeciw mnie stanął Tomlinson. Wyglądał jakby nie spał przez ostatnie trzy noce.Jego włosy stały we wszystkich możliwych kierunkach.Ledwo pohamowałam śmiech.
-A teraz ty powiesz,że to twoja bluza.-pokazałam na cześć garderoby.
-W zasadzie to tak.-zrobił te swoje smętne oczy i podszedł do lodówki.Z tylnej kieszeni piżamy wyjął kluczyk i otworzył nim kłódkę.Czyli Liam mówił serio,że musieli zabezpieczyć wszystko przed Horan'em.Widziałam jak Lou wyciąga jajka,mleko i jeszcze jakieś składniki.Domyśliłam się,że ma zamiar zrobić naleśniki.Miałam zamiar mu pomóc.Chwyciłam patelnię i postawiłam na palniku.
-Co ty robisz ?-zapytał,nagle stając za mną.Nie wiedziałam jaki ma teraz wyraz twarzy.Czy jest zły,a może zdziwiony.Nie chciało mi się odpowiadać.Zajęłam się robieniem ciasta.-Zadałem pytanie.-stanął na przeciw mnie i robił dziwne ruchy dłońmi.

-Próbuję pomóc.-wymruczałam,ugniatając mąkę zmieszaną z jajkami. Ten stał i nie miał zamiaru się ruszyć.Czułam się jakoś niezręcznie.Dokładnie widziałam jak mi się przygląda.W pewnym momencie podszedł do stołu i bawiąc się białym pyłem puszczał mi oczko.Starałam się nie zwracać na niego uwagi.Uspokoił się,ale tylko po to,aby obrzucić mnie mąką.
-Marchewa! Zabiję cię.-krzyknęłam.Ten rzucił się w stronę schodów.Oczywiście ruszyłam za nim.Ganialiśmy się po całym mieszkaniu.-Niech ja cię dorwę...Ooo już nie żyjesz.-darłam się jak opętana i pędziłam co sił,za Lou.Chłopaki wychodzili przed swoje drzwi i śmiali się z naszych poczynań.Oczywiście Harry chyba jeszcze smacznie spał i nawet nie słyszał jak zdzieram gardło na tego pajaca.Gdy przebiegał przez korytarz,potknął się o dywan i wylądował na ziemi.Chciałam się zatrzymać,ale efekt końcowy był taki,że leżałam na Tomlinson'ie.Szybko zorientowałam się,że odległość pomiędzy naszymi ustami jest zbyt mała.Osunęłam się trochę i zaczęłam okładać go pięściami po klatce piersiowej.Jego nic nie ruszało.Śmiał się jak pojebany i rzucał po całym dywanie.Poczułam,że ktoś łapie mnie w pasie i unosi do góry,powodując,że oddalam się od chłopaka.Szarpałam się i piszczałam.Po jakimś czasie odstawiono mnie na ziemi.Odwróciłam się i zobaczyłam Harolda.
-Co się stało?-był bardzo,troskliwy.-Zrobił ci krzywdę?
-Nie.Tylko się wygłupialiśmy.-szczerze,miałam chęć wyrwać się loczkowi  i rzucić się na pasiastego,ale nie miałam już sił.
-Wygłupialiście.-podszedł do Louis'a.-Pokaż co umiesz.-myślałam,że chcą się być.Ale jak zobaczyłam,co miał na myśli Styles,to aż boki zrywać.

Oni chyba jeszcze nie dojrzeli do swojego wieku.Wszyscy ich otoczyliśmy i przyglądaliśmy tej śmiesznej-bójce-.


                              ~*~
-Przyjadę po ciebie jutro.-powiedział Hazz,a ja pokiwałam głową na znak,że się zgadzam.Wbiłam się w jego malinowe usta i ze smutną miną wyszłam z auta.

Weszłam do domu i od razu poszłam do swojego pokoju.Jakoś nie chciało mi się słuchać matki.Jęczałaby,że miałam wrócić wieczorem do domu,a wcale tak się nie stało.Nawet nie zdążyłam się położyć na łóżku,gdy usłyszałam,że dzwoni mój telefon.Spojrzałam na wyświetlacz.To Alan.
-Słucham-powiedziałam.

-Witaj misiaczku.Masz może ochotę iść dziś z nami na jakąś parapetówkę.-w sumie to nie był najgorszy pomysł.Dawno nigdzie nie byłam.

-Jasne,a kto jeszcze idzie ?-musiałam się upewnić,że będą tylko moi znajomi.
-Tylko ja,ty,Sara i Vanessa.-to mi odpowiadało.-Będziemy po ciebie za kwadrans.
-Dobra.Pa.-rozłączyłam się i podbiegłam do szafki.Wyjęłam z niej odpowiedni ubiór.Szybko się przygotowałam.Zrobiłam bardzo mocny makijaż i rozpuściłam włosy.Byłam już gotowa.Zeszłam na dół i wyszłam przed dom.Moi przyjaciele przyszli w odpowiednim momencie.Przywitałam się z dziewczynami i Alan'em.Opowiadając sobie ostatnie dni z naszego życia,doszliśmy do miejsca imprezy.Było dużo ludzi.Wtopiliśmy się w tłum i tańczyliśmy.





________________________

Rozdział pisałam będąc bardzo zmęczona.Przepraszam,za błędy i nielogiczną treść.Komentujcie.;)
                       

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 5 ♥


   
Oczami wypatrywałam Styles'a,ale nigdzie go nie widziałam.Chciałam zapytać chłopców gdzie jest,ale nie musiałam.Loczek wyłonił się z kuchni i powoli podchodząc,przytulił mnie do siebie.Odepchnęłam go lekko.Właściwe to nie wiem dlaczego,ale to było odruchowe.
-Nic mi nie jest,a kleisz się do mnie jakbym miała za chwilę umrzeć.-skitowałam siadając na kanapie obok Lou.
-Umm...Przepraszam.-był zaskoczony,a zarazem smutny.
-Boże ! Chłopie nie znasz się na żartach.-wybuchłam nagle,a reszta domowników zaczęła się śmiać.Oczywiście dołączyłam do nich.
-Ha,ha ...Bardzo śmieszne.-powiedział sarkastycznie.Podbiegł do mnie i przełożył przez ramie.Zaczęłam okładać go pięściami po plecach i drzeć się na cały dom.Chłopak wyniósł mnie na podwórko za domem i postawił na trawie.Nie widziałam w tym nic sensownego.Chciałam wrócić do pomieszczenia,ale ten mi nie dał.Spojrzał na mnie tymi swoimi zielonymi oczami i delikatnie musnął moje usta.Nagle włączyły się spryskiwacze.Miałam zamiar pobiec do domu,ale Hazz mnie zatrzymał.Kątem oka zobaczyłam,że przygłupy nas obserwują.Uśmiechnęłam się do chłopaka i wbiłam się w jego wargi.         
Staliśmy tam,cali mokrzy,ale nie za bardzo nas to obchodziło.Z Harry'm czułam się taka bezpieczna.Nic mi nie zagrażało.Byłam świadoma tego,że on jest gwiazdą,a ja tylko szarą myszką,ale chyba każdy zasługuje na odrobinę szczęścia.Teraz nie tylko mam wspaniałych przyjaciół,ale i niesamowitego chłopaka,którego kocham. Jeszcze wczoraj rano nie powiedziałabym tego magicznego słowa,ale to się zmieniło.Nie wstydzę się wyznać moje uczucia.Już nie muszę się martwić,że moje życie będzie bezbarwne i pozbawione ukochanej osoby.Teraz mam Harolda.
-Może gdzieś pójdziemy ?-zapytał.
-Dobrze,tylko się przebiorę.-zamyśliłam się na chwilę.-Emm...Zawieziesz mnie do domu ?-spojrzałam na niego niepewnie.

-Oczywiście.-pobiegł do swojego pokoju po klucze i ruszyliśmy do mnie.Gdy tylko dotarliśmy na miejsce,pobiegłam do domu i przebrałam się w coś suchego.Miałam już wychodzić,ale przed drzwiami zatrzymała mnie mama.
-Mogę chociaż wiedzieć gdzie idziesz. ?-zapytała, przeszywając mnie wzrokiem.
-Wychodzę z chłopakiem.-wyciągnęłam rękę w stronę klamki,ale ta złapała mnie za dłoń.
-Emily ! Znów chcesz przez to przechodzić -spuściłam wzrok.Już o tym wszystkim zapomniałam,ale właśnie w tym momencie wszystkie wspomnienia wróciły.Jedna łza spłynęła po moim policzku,którą błyskawicznie wytarłam.Serce biło mi tak szybko,musiałam usiąść.Nacisnęłam na klamkę i wyszłam.Na odchodnym krzyknęłam tylko - Wrócę późno,nie czekaj na mnie- i wsiadłam do samochodu.Zapięłam pasy i w ciszy wpatrywałam się w ulicę.
-Coś się stało ?-usłyszałam głos loczka.
-Nie.-skłamałam.
-Przecież widzę.
-Kurwa,przecież mówię,że nic mi nie jest.-wykrzyknęłam.Szybko tego pożałowałam.-Harry...Ja przepraszam.Mała sprzeczka z mamą.-zaczęłam się tłumaczyć.-Na prawdę nie chciałam.
-Nic się nie stało.-odetchnęłam i pocałowałam go w policzek.Chciałam jakoś zmienić temat.-Gdzie mnie zabierasz ?-byłam tego bardzo ciekawa.
-Zobaczysz-zrobił słodką minę i powrócił do kierowania pojazdem.

    Harry zatrzymał samochód na jakimś odludziu.Wszędzie drzewa i woda.Jeszcze nigdy nie widziałam tego miejsca.Tam było przepięknie.Usiedliśmy na wzgórzu i wpatrywaliśmy się w wschód słońca.Te kolory były nieziemskie.  



Mogłabym tam siedzieć przez całe dnie.
-Zawsze gdy jestem smutny to tu przyjeżdżam i siedzę do póki mi nie przejdzie.-zaczął nagle.

-Tu jest ślicznie.-zachwycałam się.-Jeszcze nigdy nie widziałam takich widoków.-obróciłam głowę w jego stronę.
-Mogę się ciebie o coś zapytać ?-widziałam,że jest spięty.
-Wal.-zaśmiałam się.Udało mi się wywołać uśmiech na jego twarzy.
-Dlaczego nigdy nie próbowałaś spełniać swoich marzeń? Pracowałaś jako striptizerka chociaż wiem,że wcale tego nie lubiłaś.-trochę mnie zaskoczył tym pytaniem,ale nie chciałam nic przed nim ukrywać.
-Moim marzeniem zawsze był taniec.Miałam iść do szkoły tanecznej,ale po rozwodzie moich rodziców wszystko się posypało.Zbuntowałam się przeciwko matce.Zadawałam się z bandziorami miałam nałogi i podjęłam się właśnie tej wstrętnej pracy.Nigdy nie lubiłam swojego ciała,ale nie miałam też problemów z pokazywaniem go innym.Po jakimś czasie zaprzyjaźniłam się z Alanem.Zaczęłam spotykać się Vanessą i Sarą.Dużo mi pomogli.Przestałam tak ćpać i pić,ale nie zrezygnowałam z tego.No i tak mijały lata,aż pojawiłeś się ty i pomogłeś mi przejrzeć na oczy.-słuchał z taką uwagą,że nawet nie zauważył kiedy skończyłam.
-I co masz zamiar dalej robić ?-nabrałam trochę powietrza.

-Dalej..-powtórzyłam.-Nie wiem,ale bardzo bym chciała zrealizować moje marzenie.Może pójdę do jakieś szkoły nauczę się tańczyć jak profesjonalistka i powystępuję trochę na scenie.-na prawdę nie wiedziałam,co będę robiła w przyszłości,ale byłam pewna,że się nie poddam.
-Rozumiem.-przytakiwał.
-Dobra,koniec o mnie teraz ty coś opowiadaj.-uśmiechnęłam się.
-Co tu dużo mówić...Hym... No to zacznijmy od tego,że moi rodzice tak samo jak i twoi rozwiedli się.Mam starszą siostrę Gemme. Od dziecka uwielbiałem śpiewać.Więc spróbowałem swoich sił w  X-Factor.Louis,Zayn,Liam i Niall też chcieli zobaczyć na co ich stać.Przechodziliśmy do poszczególnych etapów aż w pewnym momencie Simon zrobił z nas zespół... No i wiesz trala-lala ... A teraz jesteśmy sławni.-wzruszył ramionami.
-Fajnie to skróciłeś-zaśmiałam się.-Jestem z ciebie dumna.-skitowałam.
-Dziękuję.-zaśmiał się i delikatnie ukłonił.
-Coś ci powiem,ale nie obraź się...-pokiwał głową.-Parę razy wasz zespół obił mi się o uszy i zawasze mówiłam,że jesteście tylko bandą szczeniaków śpiewających dla kasy.-zrobiłam smutną minę.-Teraz wiem,że tworzycie tą muzykę z czystego serca.Po prostu to kochacie.
-Dokładnie tak.-przytaknął.-Ale wiesz co...Szczeniaki?! -wybuchnęłam śmiechem,a on zaraz za mną.
-Sorki.-wydukałam i patrząc na widok wtuliłam się w Style'sa.

 
      Weszliśmy do jego willi i na samym progu przywitał mnie Niall.

-Kupiliście coś do jedzenia ?-zrobiłam  wielkie oczy.
-Nie-nie wiedziałam o co mu chodziło,przecież w lodówce ma całą masę żarcia.

-No to pa. -posmutniał i poszedł na górę.
-O co mu chodziło ?-zwróciłam się do Liam'a.
-Horan kocha jeść.Musieliśmy zamknąć lodówkę na kłódkę,żeby nam nie wyjadał.-nie mogłam powstrzymać śmiechu.
Ten chłopak jest aż takim głodomorem,a przecież wcale nie tyje.Chyba będę musiała z nim pogadać,bo mi też by się takie coś przydało.Nie mogę nawet o trochę przesadzić z objadaniem się,bo zaraz przybieram na wadze.Gdy tylko Harry pojawił się w salonie wypaliłam.
-Kochanie,muszę już wracać.
-O nie ! Jest już późno nigdzie cię nie puszczę.-zaprotestował.
-To mnie zawieziesz.
-Nic Ci się nie stanie jak dziś prześpisz się u nas.-chciałam mu się sprzeciwić,ale ten zrobił takie słodkie oczka,że mu uległam.
-No dobrze,ale to jeden,jedyny raz.-pogroziłam mu palcem.Pokiwał głową i zaprowadził mnie do swojego pokoju.Wyjął ze swojej szafki jakąś podkoszulkę i pokazał gdzie jest łazienka.Wzięłam szybki prysznic i ubrałam koszulkę.Miała idealną długość,akurat za pośladki.Chwyciłam moje ubrania i wróciłam do pokoju.Harry rozkładał kanapę.
-Co robisz ?-byłam nadzwyczaj wesoła.
-Ty śpisz na moim łóżku,a ja na kanapie.-podniósł na mnie wzrok.-Wow...-jego oczy się powiększyły.
-Nigdy nie widziałeś dziewczyny w podkoszulce i majtkach?-zarumienił się.-I nie ma mowy...Możemy spać razem.No chyba,że nie chcesz-wzruszyłam ramionami.
-Chcę,chcę.-wyrwał się.Na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech.-To ja lecę się umyć.
Nie chciało mi się czekać na loczka,ułożyłam się wygodnie na łóżku i obróciłam plecami do drzwi.Już prawie zasnęłam,gdy usłyszałam jego aksamitny i spokojny głos.
-Śpisz.?
-Yhym.-wymruczałam.O nic już nie pytał tylko pocałował mnie w czoło i wtulił się we mnie.Ostatni raz się uśmiechnęłam i odpłynęłam do krainy snów.


____________
Hey... No i jest 5. Co prawda nie miał on być dziś,ale jakoś miałam natchnienie i napisałam troszeczkę...I jak wam się podoba ? Komentujcie.

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 4 ♥

Nie mogę wytrzymać,dlaczego to ja zawsze jestem ta zła.Nic mi w życiu nie wyszło.Mam 19 lat,a nawet nie wiem czego chcem. Wiem,jestem żałosna.Niby dorosła,a jednak dziecinna.Muszę się wziąć w garść.Nie dziwię się,że Ci chłopacy mnie zaczepili,przecież wyglądam  jak dziwka! Nic nie warta puszczalska szmata.Style's miał rację.Robię z siebie kogoś kim nie jestem.-Dobra Emily,czas na wielkie zmiany.-powiedziałam sama do siebie.Miałam zamiar zmienić moje dotychczasowe życie. Na lepsze,ciekawsze i takie na jakie zasługuję.Poszłam do łazienki,wykonałam poranną toaletę i uczesałam się w kucyka.<Ubrałam się> i wyszłam.Kierowałam się do klubu w którym pracuję,a raczej pracowałam.Tak chciałam się zwolnić.Nie będę wywijała dupą dla ludzi,których prawie nie znam.Z uśmiechem na twarzy weszłam do budynku i zaszłam do gabinetu szefa.Niepewnie zapukałam.W odpowiedzi usłyszałam głośne "Wejść".Uchyliłam drzwi i nawet nie wiem kiedy znalazłam się na krzesełku.
-Szefie.! Rezygnuję.-powiedziałam stanowczo i podałam dłoń mężczyźnie.

-Ale jak to?-był zdziwiony.
-Tak to.Chcę tańczyć,ale nie jako striptizerka,tylko zawodowa tancerka.-wytłumaczyłam uśmiechając się.
-Szkoda.Byłaś dobrą pracownicą.-podał mi dłoń i uczynił ten sam gest co ja.Pożegnałam się z moim byłym pracodawcą i kierowałam się w stronę domu Harolda.Chciałam z nim pogadać.Wiem,że na początku nie byłam zbyt miła dla niego,ale chyba każdy zasługuje na jeszcze jedną szansę.Ten lokowaty wariat wydaje się być całkiem spoko.Po kwadransie byłam już pod domem przygłupów.Nie pukając weszłam do środka.Pierwsze co zrobiłam to zajrzałam do salonu.Bingo.Wszyscy tam byli.

-No siema przygłupy.-przywitałam się siadając na kanapie obok Liam'a. Każdy z osobna przyglądał mi się z otwartymi ustami.-Chłopcy macie piękne ząbki,ale nie uczono was gdy ktoś się wita to trzeba odpowiedzieć.-zażartowałam.Ci tylko potrzepali głowami i chórem powiedzieli krótkie 'Hej'.
-Liam. Chciała bym Ci jeszcze raz podziękować,gdyby nie ty nie wiem co by się stało.-pocałowałam go w policzek i uśmiechnęłam się szeroko.
-A tam,to nic takiego.-podrapał się po głowie.Cała reszta przyglądała nam się z uwagą i zainteresowaniem.
-Wiecie co mam pomysł.Może wybierzemy się na jakąś plażę?Mam wielką ochotę się poopalać.-zapytałam spoglądając na Hazze. Ci kiwnęli tylko głowami na znak,że się zgadzają i wstali z miejsc.

            _*_*_* Na plaży*_*_*_

Położyłam się na kocu i przy promieniach słonecznych słuchałam muzyki. Wszystko było takie proste.Idealny dzień. -Był by idealny,gdyby ktoś nie wrzucił mnie do wody.-mruknęłam pod nosem.Wynurzyłam się spod wody i ujrzałam śmiejącego się Zayn'a.

-Ty mendo.-krzyknęłam przez śmiech.Ten tylko wyskoczył  z cieczy i śmiejąc się uciekał przed siebie.Wróciłam do wcześniejszej czynności.Położyłam się i obserwowałam chłopców.Byli tacy radośni i weseli.Nie wiem dlaczego na początku tego nie dostrzegałam.Na przykład taki Louis.To całkowity wariat.   
-Gdzie jeszcze masz kolczyki?-oderwałam się od  rozmyśleń i zerknęłam w bok.Przy mnie stał Harry.Na początku nie zajarzyłam o co chodzi.Po jakieś chwil ocknęłam się i odpowiedziałam.
-Aa...Więc tak kolczyk w nosie mam od czterech lat,w pępku od jakiś pięciu.Mam jeszcze tatuaże.

 
Pokazałam mu każdy po kolei.Był zachwycony.Nie wiem czym,ale był.
-Łał. Ten na nadgarstku jest śliczny.-spojrzał mi w oczy.
-Um..Dziękuję...Harry.-zaczęłam.-Ja przepraszam,że byłam taka szorstka...-nie dał mi dokończyć.Położył palec na moich ustach i zbliżył się do mnie.Chciałam go odepchnąć,ale coś we mnie mi na to nie pozwalało.Tak jakby ktoś nagle włączył jakąś blokadę.Chłopak wbił się w moje usta.Na początku w ogóle nie reagowałam,ale po jakimś czasie zaczęłam działać.Nie wiem co we mnie wstąpiło,ale cały czas chciałam czegoś więcej i więcej.Rozchyliłam delikatnie wargi,aby zielonooki miał pole do popisu.Nasze języki zaczęły zaciętą walkę.Nie powiem  Harry świetnie całuje.
-Uuuu....-usłyszałam brawa.Oderwałam się od loczka i zaśmiałam się pod nosem.Chyba spaliłam buraka.Kątem oka zerkałam na bruneta.Był cały w skowronkach.
-Mamy rozumieć,że jesteście razem?-odezwał się Niall.

Nie czekając na reakcję Styles'a wypaliłam szybkie TAK.Ten tylko popatrzał na mnie z miną typu 'Na prawdę?' i uśmiechnął się.Jeszcze raz wbił się w moje usta i mocno przytulił.

    _*_*_* W domu*_*_*_


Cały czas myślę o dzisiejszych zdarzeniach.Nie mogę w to uwierzyć.Rzuciłam pracę i zyskałam zajebistego chłopaka.Czego chcieć więcej?!  Nagle mój telefon się rozdzwonił.Spojrzałam na wyświetlacz.Numer nieznany.Niepewnie odebrałam.

-Słucham?-wykrztusiłam.
-Hej to ja Harry-głośno odetchnęłam.
-Cześć.-przywitałam się.
-Dzwonię,żeby zapytać,czy to co powiedziałaś na plaży było na serio?
-Tak mówiłam całkiem serio.-skitowałam siadając na łóżku.
-Jezu...Tak się cieszę,nawet nie wiesz jak długo na to czekałem.-po tych słowach na mojej twarzy mimowolnie zagościł uśmiech.
-A tam.
-Kocham cię Emily.-poczułam dziwne uczucie w brzuchu.Nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Ja ciebie też Harry.-byłam szczęśliwa.
-Do jutra.

-Pa.-odłożyłam telefon i obracając się o 19o stopni krzyknęłam.
-Jestem szczęśliwa.-zmęczona skoczyłam na łóżko i rozmyślając zamknęłam oczy.Nawet nie wiem kiedy odleciałam.Miałam cudowny sen.
'Ja w pięknej sukience.Siedziałam nad jakąś rzeczką i przeglądałam się w tafli czystej wody.W pewnym momencie ktoś zachodzi mnie od tyłu i unosi wysoko do nieba,stawia na ziemię i obraca w swoją stronę.To Harry.Jego piękne zielone oczy wpatrują się we mnie.Chłopak całuje mnie namiętnie.Gdy tylko odsuwamy się od siebie,ten ciągnie mnie w jakimś kierunku.Gdy dobiegamy na miejsce moim oczom ukazuje się przepiękny dom.Nasz dom.' Niestety nie wiem co było dalej,bo przedzierające się przez okno,promienie słoneczne mnie obudziły.Rozciągnęłam się i siadając uśmiechnęłam się jakby do siebie.Poszłam do łazienki i ubrałam się w coś ciekawego.Miałam zamiar spotkać się dziś z Haroldem.Wyprostowałam włosy i w zbiegając ze schodów krzyknęłam.
-Wychodzę,wrócę późno.-wyszłam przed dom i zadzwoniłam po taksówkę.Gdy tylko przyjechała podałam kierowy adres domu chłopców i po jakiś dziesięciu minutach byłam na miejscu.Weszłam do środka i przywitałam się z domownikami.

________
Hey....hehe...I o to 4-ty  rozdział...Jak wam się podoba..? ;D Pozdro..

sobota, 21 września 2013

Rozdział 3 ♥

Obudziłam się w jakimś nieznanym mi pokoju.Rozejrzałam się po nim i zobaczyłam,że obok mnie śpi Alan i Vanessa,a dalej te przygłupy.Podniosłam się na łokciach i szturchnęłam przyjaciela.Ten tylko podniósł głowę ,spojrzał na mnie i znów opadł na poduszkę,a raczej na podłogę.
-Co.?-zapytał.
-Co.?! .Kurwa,gdzie my jesteśmy.? Dlaczego śpimy na podłodze  i to jeszcze na dodatek z tymi pajacami.?!-nie chciałam głośno wrzeszczeć,żeby się nie przebudzili.
-Spokojnie.Jesteśmy u chłopaków,a śpimy na podłodze,bo pomyśleliśmy,że tak będzie lepiej.-tłumaczył podnosząc się do pozycji siedzącej.  Popatrzyłam na niego i wyśmiałam.Wstałam i nabierając jak najwięcej powietrza krzyknęłam.
-Wstawać.-wszyscy zerwali się z miejsc.Obróciłam się na pięcie i kierowałam się w nieznanym mi kierunku.Zeszłam ze schodów i znalazłam się w salonie.Nie trudno było znaleźć kuchnię.Podeszłam do szafek w poszukiwaniu potrzebnych mi produktów.Zaczęłam robić tosty.Musiałam sporządzić ich sporo,aby wykarmić wszystkich.Zajęło mi to jakąś godzinkę.Wszystko było już gotowe,wystarczyło tylko zawołać resztę.Wbiegłam po schodach i weszłam do tego samego pokoju,w którym spałam.Nikt nie zwracał na mnie uwagi.

-Ruszać te zapchlone dupska i spieprzać na śniadanie.-wrzasnęłam,a wszystkie pary oczu skierowały się na mnie.-No co jest.?! Na dół.!-wszyscy wstali i powędrowali za mną do kuchni.Zasiedli do stołu,a ja stanęłam przy blacie i popijałam swój sok truskawkowy.Ten lokowaty czubek ciągle mi się przyglądał.Wytrzeszczyłam oczy i zrobiłam zdziwioną minę.Ten tylko potrzepał głową i powrócił do zajadania posiłku.
-A ty czemu nie jesz.?-zapytała Vanessa.

-Już jadłam.-wypaliłam.
-Odchudza się.-zaśmiał się Jecob. Wystawiłam mu język i zrobiłam śmieszną minkę.


Gdy wszyscy zjedli ubrałam swoje buty.
-Ja spadam.-skitowałam .
-My też idziemy .-usłyszałam głos bruneta.Dało się też słyszeć jak dziękuje tym nieudacznikom.Wyszłam przed dom i czekałam na przyjaciół,bo nie miałam pojęcia w którą stronę iść.

_*_*_*_*_*_

Weszłam do domu i na szczęście nie było w nim matki.Wbiegłam do swojego pokoju i pierwsze co zrobiłam to poszłam pod prysznic.Tego było mi trzeba...Rozluźnienia.Mogłam o wszystkim zapomnieć.No prawie o wszystkim.W głowie ciągle siedział mi ten cały Harry.Ten jego wzrok.-Boże stop o czym ja myślę.Potrzepałam delikatnie głową i wyszłam z łazienki.Przebrałam się,zrobiłam makijaż i rozpuściłam włosy.Nawet nie odpoczęłam,bo musiałam iść do pracy.Chwyciłam za torbę i wyszłam.Szłam dosyć szybko,nie chciałam się spóźnić. W pewnym momencie zza jakiegoś muru wyskoczył mi ten loczek.Boże jak on mnie irytował.Czego on chce.?-zadawałam sobie te pytanie w myślach.

-Cześć.-przywitał się.
-Pa.-odchrząknęłam.Ten to zlekceważył i podążał za mną.-Słuchaj nie mam czasu.-pomachałam mu ręką.
-Ale ja mam.-nie dawał za wygraną.Przez resztę drogi nic się nie odzywał.Weszłam do klubu i pobiegłam do przebieralni.Na całe szczęście ochroniarz,go tam nie wpuścił.Ubrałam przygotowany wcześniej strój i wyszłam na scenę.Dziś było dosyć dużo ludzi.Musiałam się postarać.


Gdy tylko skończyłam poszłam ubrać się w swoje ubrania i przeliczyłam zarobione pieniądze.Całkiem dużo.-pomyślałam.Wyszłam z garderoby i kierowałam się do domu,ale ktoś mi na to nie pozwoli.Na chodniku zaczepił mnie ten cały Harry i męczył pytaniami.
-Serio.? Tak zarabiasz forsę.?-przystanęłam i spojrzałam na niego ironicznie.
-Coś Ci nie  pasuje.?!-zbliżyłam się do niego.Aż kipiałam złością.Co go to obchodzi.On ma swoje życie,a ja swoje.
-Nie wszystko w porządku,ale myślę,że stać cię na więcej.-trochę się jąkał.
-I dobrze myślisz.! Wypad.-wyminęłam go i poszłam w kierunku tego starego budynku co ostatnio.Weszłam na dach i rozmyślałam o tym co powiedział ten chłopak.Po części miał racje. Kogo ja oszukuję nie umiem być puszczalską suką,nawet z ledwością ją udaję.Może powinnam z tym skończyć iść za marzeniami.Nie wiem,ten lokowaty Harold namieszał mi w głowie.Kocham tańczyć,może zrobię jakiś krok w tym  kierunku,na prawdę nie wiem co mam robić.Jestem taka żałosna.Bym się dalej użalała nad sobą,ale ktoś do mnie dołączył.Odwróciłam lekko głowę i zobaczyłam Styles'a. Stanął przy barierce i przyglądał się przejeżdżającym samochodom.Spuściłam głowę i zastanawiałam się jak mnie znalazł.Staliśmy tak w ciszy,ale nie trwało to zbyt długo.

-Nie lubisz mnie prawda.?-wypalił,a mi zrobiło się go żal.
-Nie chodzi o to,że cię nie lubię,tylko po prostu nie szukam przyjaciół.-skłamałam,ale co miałam mu powiedzieć -Tak nienawidzę cię.-to by był cios poniżej pasa.
-Nie wydaje mi się.-spojrzał na mnie tymi swoimi słodkimi oczkami.
-Nie znasz mnie.-powiedziałam stanowczo.Nie chciałam już go słuchać.Widziałam,że jest smutny.
  Wybiegłam po schodach,prawie się przewracając.Nie co się ze mną działo.Pierwszy raz czułam takie coś.Niepewność,strach i smutek.Ja chyba zwariowałam.Muszę się ogarnąć.Poszłam do domu.Niestety zastałam tam matkę,która jak zwykle zaczęła swoje kazanie.
-Gdzie byłaś w nocy.?-wypaliła splatając ręce.
-Nie twój interes. Jestem dorosła i robię co mi się podoba.-nie chciałam z nią rozmawiać,marzyłam tylko o tym,żeby się dobrze wyspać.Weszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko.Nawet nie wiem kiedy odleciałam.

  _*_*_* Trzy godz. później*_*_*_

Wstałam już wypoczęta.Miałam wielką ochotę iść na spacer.Ubrałam się  w coś czystego i wyszłam.Chodziłam po całym parku.Dużo myślałam.Robiło się coraz to ciemniej.Miałam zamiar wracać,ale trzech chłopaków wyszło zza drzewa.Przestraszyłam się,ale nie chciałam tego pokazywać.Szłam przed siebie,a oni za mną.Bałam się jak nigdy,wiedziałam,że nie mogę uciekać,bo tylko pogorszę sytuację.Postanowiłam udawać,że mnie nie obchodzą.
Czułam jak moje ręce się pocą.Tak cholernie się bałam.

-Ee..Lalunia czekaj.-krzyknął jeden.Moje serce waliło jak oszalałe.Zaczęłam biec  najszybciej jak tylko umiałam,ale oni byli szybsi.Złapali mnie i uderzyli w twarz.
-Kazaliśmy Ci czekać.!-wykrzyczał jeden.Był zły.Łzy leciały po moim policzku dosłownie strumieniami.Dwóch trzymało mnie za ramiona,a trzeci całował mnie po szyi.Zaczęłam się wydzierać.Miałam nadzieję,że ktoś mnie usłyszy.Zatkali mi usta.Nagle ktoś uderzył jednego,a reszta rzuciła się na nieznajomego.Opadłam na ziemię  i cały czas płakałam.Nie wiedziałam co się dzieje.Dopiero kiedy tamci uciekli zobaczyłam mojego wybawce.Był to Liam,ten przyjaciel Harr'ego. Uratował mnie,ale sam nie wyglądał najlepiej.
-Nic Ci nie jest.?-zapytał,biorąc mnie na ręce.

-Nie,ale ty...-nie dał mi dokończyć.
-Nic mi nie jest.-uśmiechnął się delikatnie.-Gdzie jest twój dom.?-popatrzał na mnie.Pokazałam mu i już po około pięciu minutach siedziałam w swoim pokoju.Byłam cała roztrzęsiona i zapłakana.Pierwszy raz mi się coś takiego przydarzyło.
-Liam.-spojrzał na mnie.-Dziękuję...Uratowałeś mnie.-podszedł do mnie i mocno przytulił.

-Nie ma za co.-pocałował mnie w policzek i wyszedł.Postanowiłam zapomnieć o wszystkim i iść spać.

______

I jak rozdział.? Wiem,że długo nie dodawałam,ale nie miałam weny.Teraz taka mała przygoda Emily...;) Komentujcie.


piątek, 6 września 2013

Rozdział 2 ♥

Obudziły mnie promienie słoneczne.Oczywiście wieczorem zapomniałam zasłonić rolety.Skleroza nie boli,a raczej alkoholizm.Spojrzałam na zegarek,była dwunasta.-No ładnie-pomyślałam.Wygramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki.Wykonałam poranną toaletę i się umyłam.Wyglądałam jak wrak człowieka,ale się nie dziwię troszkę zabalowałam.Jeszcze ten lokowaty chłopak.Nie wiem dlaczego,ale cały czas siedzi mi w głowie.Fakt nie lubię go,ale jestem mu wdzięczna za to,że mnie wczoraj złapał tuż przy samej ziemi.Oparłam się o moją toaletkę i popatrzałam w lustro.Głęboko odetchnęłam i wyciągnęłam rękę po moją kosmetyczkę.Jak zawsze zrobiłam bardzo mocny makijaż,włosy związałam w koka i się ubrałam.Jak zawsze chciałam gdzieś wyjść,ale kluby już mi się powoli nudziły.Słyszałam,że dziś jest świetny koncert.Miał grać jakiś zespół Crucified Barbara.Podobno są zajebiści.Zadzwoniłam do Vanessy.
Przecież sama nie pójdę,a jakoś nie mam ochoty zabierać ze sobą Sary.Alan na pewno jest zalany w trupa,więc nie mam co się fatygować.Po dwóch sygnałach usłyszałam w słuchawce głos szatynki.
-No siema...Cipo.! Co się stało.?-zapytała na przywitanie.

-Yoł...Słuchaj jest sprawa,a mianowicie idziesz dziś ze mną na koncert.?-wypaliłam prosto z mostu.
-Hym..No możemy iść...A o której.?
-Około dwudziestej.-skitowałam spoglądają przez okno.
-Będę w pół do.-wymruczała i się rozłączyła.Miałam jeszcze dużo czasu do umówionej godziny,więc postanowiłam wyjść na miasto.Zabrałam z szafeczki mój telefon i zeszłam na dół.Już chciałam otwierać drzwi,gdy zza ściany wyskoczyła mi matka.
-A ty gdzie się znowu wybierasz.?!-zapytała z sarkazmem.
-Nie twój zasrany interes.-wytrzeszczyłam na nią oczy.
-Dziecko.Jak ty się do mnie odnosisz.Powinnaś mi dziękować,że jeszcze Cię z domu nie wyrzuciłam.-głośno się zaśmiałam na te słowa.
-Dziękować.! Trzeba było puścić mnie do taty,a nie więziłaś mnie jak kanarka w klatce.-zaczęłam się do niej zbliżać.Gdy byłam już wystarczająco blisko rodzicielki zrobiłam wielkie oczy .-Myślisz,że jak pozwolisz mi u siebie mieszkać to coś zmieni.?! Hah...Na serio jesteś taka głupia i naiwna.Dobrze wiedziałaś,że jakbym miała wybierać to zawsze poszłabym do taty,dlatego do osiemnastki mnie przekupywałaś i symulowałaś choroby,abym z tobą została.Wiesz,co.?! Żałuję,że pięć lat temu się stąd nie wyniosłam.Miałabym święty spokój.-wykrzyknęłam najgłośniej jak tylko umiałam.Kobieta zamachnęła się i uderzyła mnie w polik.Trochę bolało,ale nie przejmowałam się tym.Zaśmiałam się i naplułam Elizie,bo tak miała na imię na gołe stopy.Nie zwracając więcej uwagi na matkę wybiegłam z domu i kierowałam się w nieznane mi strony.Cały czas biegnąc po drodze zobaczyłam jakiś stary,opuszczony budynek.Weszłam do jego wnętrza i biegłam po krętych schodach.Po pokonaniu dosyć dużej ilości schodków,znalazłam się na dachu.Widoki były niesamowite.Wszystko takie,żywe.Niebo było prześliczne.Nie jestem pewna,ale chyba był zachód.Wyglądało to bajecznie.Oparłam się o barierkę i przyglądałam się okolicy.



 Nie powiem,trochę się rozmarzyłam,ale coś mi tu nie pasowało.Czyjeś buty wystawały zza wysokiego murku.Przestraszyłam się,że jednak,ktoś tu mieszka,albo coś w tym stylu.Powoli zaczęłam się skradać,a gdy byłam już dosyć blisko wyskoczyłam z ukrycia i nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam,a raczej kogo.! To znów ten mój wybawca.Wielkiej boleści piosenkarz,za pięć groszy.
-Boże.! Dziewczyno,przestraszyłaś mnie.-powiedział łapiąc się za klatkę piersiową.Nic nie odpowiedziałam,tylko powróciłam do poprzedniego zajęcia.Chłopak podszedł do mnie i przyglądał mi się uważnie.Wkurzyło mnie to.Nie lubię,gdy ktoś gapi się na mnie bez jakiegoś konkretnego celu.
-Co się gapisz.?!-zapytałam,robiąc wielkie oczy.
-Ja.?
-No nie,Justin Bieber,wiesz.!-zaśmiałam się pod nosem.Czy on na serio jest taki tępy,na jakiego wygląda.?-zadałam sobie to pytanie w myślach.
-Tak,tylko patrzałem.-skitował,podchodząc do mnie coraz bliżej.
-No to już skończ.!-rozkazałam,wściekłym tonem.
-Coś ty taka groźna.?-próbował mnie rozśmieszyć,ale widząc,że nie jest mi za wesoło,po prostu spuścił głowę i chwilę milczał.-Coś się stało.?-zaczął ponownie.
-Nie twoja sprawa...Sory muszę już iść.-powiedziałam.Z jednej strony po to, żeby się od niego w końcu odczepić,a po drugie musiałam już się szykować na wieczór.
-Może cię odprowadzić.?-nie dawał za wygraną.
-Nie.!-mruknęłam stanowczym tonem.Nie czekając na odpowiedź ruszyłam w stronę domu.myślałam,że będzie za mną szedł,ale na szczęście zrozumiał słowo "Nie".W głowie cały czas siedziało mi zdarzenie z południa.Wiedziałam,że matka zasłużyła sobie na takie traktowanie,ale było mi jej trochę żal.Oczywiście nie żałuję,że nawciskałam jej,ale mogłam troszkę przystopować.A z resztą co ona mnie obchodzi.

   *~*
Ubrałam się,wyprostowałam włosy i zrobiłam konkretny makijaż.Usłyszałam dzwonek do drzwi.Chwyciłam za moją torbę i wybiegłam na przywitanie przyjaciółki.Otworzyłam  i zobaczyłam Vanesse. Wyglądała prześlicznie.Czarna sukienka do kolan i czarne conversy. Wiedziałam,że nie ubierze szpilek.Ona po prostu ich nienawidzi.Na szyi miała złoty łańcuszek,a jej długie włosy zwisały na ramionach.

-Wyglądasz...Umm..Zjawiskowo.-troszkę się zająknęłam,szukając odpowiedniego słowa.
-A dziękuję,dziękuję...Ty także.-zaśmiałyśmy się i ruszyłyśmy w stronę miejsca imprezy.

*~*

Było zajebiście.Wszyscy tańczyli i krzyczeli.Ten zespół jest niesamowity.W ogóle nie żałowałam,że tam poszłam.Cały czas tańczyłam z Parker'ową.Bawiłyśmy się świetnie.Troszkę wypiłyśmy i raz się zaciągnęłyśmy,ale dosłownie na moment.Bywałam na wielu koncertach,ale ten był najlepszy ze wszystkich.Gdy przepychałyśmy się do stoiska z alkoholem zobaczyłam tego samego pajaca co dziś na dachu.Obok niego było jeszcze czterech innych i .....-Że co,kurwa.-powiedziałam...Alan.To on ich zna.



Powoli podeszłyśmy do nich i oczywiście na przywitanie mocno przytuliłam Jecoba. Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę,ale ja na to nie zwracałam uwagi.
-Witaj Pizdo.-powiedziałam szczerząc się do bruneta.-Co ty tu robisz.?
-No Hej Cipo-uczynił to samo.-A no ..Jestem na koncercie.-droczył się ze mną.Wbiłam mu palca w bok i głośno parsknęłam śmiechem.-Poznaj moich nowych znajomych...To jest Harry,Liam,Zayn,Louis i Niall.-mówił pokazując kto jest kim.Pomachałam im ręką.
-Ale my to się już znamy.-wyrwał się loczek.Myślałam,że mu nakopie,ale się powstrzymałam z racji z tego,że byłam w miejscu publicznym.
-Jak to.?-mój przyjaciel był zdziwiony.
-Widzieliśmy się może dwa razy,ale nie znamy się aż tak dokładnie.-wytłumaczyłam.

*~*
Koncert powoli się kończył,a ja byłam tak naćpana,że ledwo stałam na własnych nogach.Podtrzymywali mnie Alan i Maya.Całą ósemka wyszliśmy z wielkiego tłumu i kierowaliśmy się w nieznanym mi kierunku.Chciałam dowiedzieć się gdzie idziemy,ale nie byłam w stanie nic powiedzieć.Chyba nawet po drodze zasnęłam,bo film mi się urwał.


____________
Siema,siema....I jak.? Wiem troszkę nudne,ale dopiero drugi rozdział,więc się rozkręci.:D Pozdro..:D Paulaa..

niedziela, 1 września 2013

Rozdział 1 ♥

Przebudziłam się po 11-stej. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Odkryłam się i zobaczyłam,że nie mam nic na sobie prócz bielizny.Chciałam wstać,ale rozdzwonił się mój iPhon. Zerknęłam na wyświetlacz.To tylko Alan.Odebrałam.
-Co tam Cipo.?-zapytałam zaspanym głosem.
-A u mnie dobrze...Tylko chciałem się ciebie zapytać,czy jesteś w stanie iść ze mną zaraz do klubu.?-wypalił.Szczerzę nie za bardzo mi się chciało,ale przyjacielowi się nie odmawia.
-Jasne.-skitowałam i szybko wygramoliłam się z wyrka.Podeszłam do szafy i wyjęłam <ubrania.>Wparowałam do łazienki i zaczęłam się szykować.Cały czas gadałam z Jecob'em. Włosy zostawiłam rozpuszczone,tak aby mogły swobodnie opadać na ramiona.Zrobiłam mocny makijaż i wybiegłam z domu.Nie chciałam natrafić na moją ciekawską rodzicielkę.Znowu prawiłaby mi kazania.Szłam w stronę miejsca,gdzie miałam spotkać się z Black'iem.  Bardzo lubiłam wychodzić z nim na miasto lub właśnie na jakieś imprezy.On jest jednym słowem Świetny.Mogę nawet przyznać,że jest lepszy od jakiejkolwiek przyjaciółki.Idąc wyciągnęłam z kieszeni szluga i zapalniczkę.Wsadziłam papierosa do ust i zapaliłam.Zaciągnęłam się najmocniej jak tylko umiałam i zamykając oczy,wypuściłam powietrze.Kocham ten stan.Nic cię nie obchodzi.Liczysz się tylko ty i tytoń.Nie postrzegasz nikogo i niczego.Został mi dosłownie kawałek drogi.Skończyłam papierosa i przyśpieszyłam tempa.W niecałe pięć minut byłam na miejscu.Przy samym wejściu czekał na mnie szatyn.Wyglądał pięknie.Te jego czarne rurki i koszula w kratkę,świetnie się na nim prezentowały.Podeszłam do chłopaka i mocno przytuliłam na powitanie.
-No Siemanko.!-pocałowałam go w policzek i pociągnęłam do środka.Zobaczyłam,że dziewczyny też już tam były.

-Zapomniałem Ci powiedzieć,że Vanessa i Sara także będą.-zaczął się tłumaczyć.
-Daj spokój.-powiedziałam na odchodnym i podeszłam do baru.Zamówiłam mocne drinki i poszłam do znajomych.Wiedziałam,że na pewno się troszkę napijemy.Z resztą jak codziennie.
-Hej laseczki.-przywitałam się z przyjaciółkami i poszłam pod 'scenę'.
-O... Emily.! Dobrze,że jesteś.Możesz już zaczynać.-powiedział mój szef.
-Okey.-weszłam na stopień i zaczęłam mój taniec.Znowu wywijałam tyłkiem i szalałam na parkiecie.Gdy tylko uzbierałam odpowiednią sumę,wróciłam do towarzyszy.Piłam drink za drinkiem.Obraz robił się coraz bardziej zamazany.Kręciło mi się w głowie i robiło niedobrze.Jeszcze na dodatek Alan przyniósł maryśkę i troszkę się zaciągnęłam.Byłam kompletnie zjarana. Chciałam już wracać do domu,bo było trochę późno.Wstałam z krzesła i momentalnie znów się na nim znalazłam.Po prostu za szybko wykonałam jakikolwiek ruch i zrobiło mi się słabo.Powoli  zsunęłam się z miejsca i szłam w stronę wyjścia.Nagle się potknęłam i już myślałam,że wyląduję twarzą na ziemi,a jednak tak się nie stało.Poczułam czyjeś ręce na mojej tali.Podniosłam wzrok i zobaczyłam śliczne zielone oczy i cudowne loki.Uśmiechnęłam się do 'mojego' wybawcy i poprosiłam,aby mnie ustawił do pionu.Gdy już to zrobił jeszcze raz spojrzałam na niego i powiedziałam krótkie 'Dzięki'.
-Nie ma za co.-wyszczerzył do mnie zęby.-Jestem Harry.-przedstawił się.
-A ja jestem najebana.-zrobiłam sarkastyczny gest ręką i ruszyłam w stronę drzwi,ale chłopak mi na to nie pozwolił.Chwycił mnie pod rękę i szedł ze mną.Chciałam mu się wyrwać,ale nie dałam rady.Postanowiłam,że nie będę się z nim szarpać.Miałam zamiar zajarać.Wyjęłam szluga i zaciągnęłam się. Lokowaty patrzał na mnie ze zdumieniem.
-Opowiedz mi coś o sobie.-poprosił.Zaczęłam coś nawijać,nawet nie wiem czy coś zrozumiał.


-Masz bardzo łady kolczyk-na początku nie zrozumiałam o jaki mu chodzi,ale potem zajarzyłam,że chodzi o ten w nosie.
-A no dzięki.-wymamrotałam.
-Gdzie mieszkasz.? To cię odprowadzę.-zaproponował.
Podałam mu mój adres i szliśmy trochę chwiejnym krokiem.Przez całą drogę zdążyłam trochę wytrzeźwieć.Powoli jarzyłam co się dzieje. Skądś znałam tego całego Harr'ego,ale teraz nie miałam głowy,żeby się domyślać skąd.Doszliśmy na miejsce i już chciałam się pożegnać,gdy zielonooki przyciągnął mnie do siebie.Natychmiast się od niego oderwałam i ruszyłam w stronę drzwi.
-Spotkamy się jeszcze.?-zapytał,gdy już wchodziłam do środka.
-Wątpię.-krzyknęłam i pomachałam nowemu znajomemu.Od razu po wejściu do domu,wbiegłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko.Nawet nie zdążyłam zamknąć oczu,gdy w drzwiach stanęłam moja matka.
-Gdzie ty znowu byłaś.?!-wrzeszczała.
-Spadaj...Jestem zmęczona.-mruknęłam i odsapnęłam. 
-Jeszcze z tobą nie skończyłam.-skitowała i wyszła.No na reszcie odpocznę-pomyślałam w duchu i zasnęłam.

**********

Otworzyłam oczy...Było ciemno.Spałam chyba z pięć godzin.Głowa mi pękała.Poczułam,że robi mi się niedobrze.Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki.Zwymiotowałam.Stałam nad ubikacją jeszcze jakieś dziesięć minut.Gdy wiedziałam,że już więcej nie zwrócę,poszłam do swojego pokoju.Nie wiem dlaczego,ale w głowie ciągle miałam tego lokowatego przygłupa.Dała bym sobie głowę uciąć,że gdzieś go już widziałam.Odpaliłam laptopa i weszłam na Twittera.Otworzyłam jeszcze jedną przeglądarkę i w google wpisałam Harry.Wyskoczyło mi dużo mężczyzn,ale nie musiałam długo szukać.Od razu rozpoznałam chłopaka ze zdjęcia.Szybko mi się przypomniało z kąt go znam.To tyn cały Styles z jakiego pieprzonego zespołu...Zaraz,zaraz jak on się tam nazywał...A tak One Srajrekszyn. Masakra jakaś. Nie cierpię ich piosenek.

___________

No...I jest 1 rozdział...:D Jak wam się podoba..? Komentujcie.